Tag Archives: zaburzenia mowy po udarze

25Lip/17

Zaburzenia mowy po udarze- z doświadczeń logopedy

Zaburzenia mowy po udarze bywają spektakularne. Zdarza się, że chory nie potrafi powiedzieć nic lub prawie nic. Nie umie czytać, pisać. Ba, nie rozumie, co się do niego mówi. Domyśla się tylko na podstawie własnej wiedzy o świecie, naszego tonu głosu, co mówimy, ale nie rozumie poszczególnych słów I zdań.

Czy wtedy jest najtrudniej? Wydawałoby się, że tak. Umiejetności komunikacyjne trzeba wtedy budować na nowo, od podstaw.

Jakie są plusy tej sytuacji?

Od razu widać, że człowiek nie odzyskał w pełni zdrowia po udarze i potrzebuje wsparcia najbliższych oraz rehabilitacji.

Bywa jednak, że po udarze wszystkim, z lekarzami włącznie, wydaje się, że pacjent jest zdrowy. Jednakże powrót do normalnego życia w społeczeństwie okazuje się niemożliwy.

 

Historia, w której pewnie niejeden zobaczy los swojej bliskiej osoby.

Mężczyzna lub kobieta po udarze, mówi na pozór normalnie. Wszystko rozumie i wszystko potrafi powiedzieć. Logicznie odpowiada na pytania. Ma znakomite wyniki w testach logopedycznych robionych na szpitalnym oddziale, polegających na powtarzaniu, nazywaniu, odpowiadaniu na pytania…

Wraca do domu.

I nagle okazuje się, że zachowuje sie dziwnie. Używa słów, których najbliżsi nigdy nie słyszeli w jego/jej  języku. Przynosi wstyd, bo w czasie wizyty u lekarza rozmawia z nim jak z dawnym kumplem, i to… spod budki z piwem. Przestaje dostrzegać, co wypada, a co nie. Nie rozumie żartów i aluzji, oczywistych dla innych. Nie rozumie niczego, co nie jest powiedziane wprost. Nie zachowuje dystansu wobec obcych, obraża ludzi wokół. Potrafi rozpędzić nawet bardzo zgrane towarzystwo wytknięciem każdemu jego wady czy przypadłości. Nie rozumie czyichś uczuć, nie wie, dlaczego ktoś się na niego/na nią oburza. Efekt? Przestaje być zapraszany/-a w gości, traci przyjaciół, czasem nawet rodzinę. W niektórych przypadkach traci pracę (np. prawnik, redaktor, tłumacz, pracownik działu obsługi klienta…).

Przyczyna?

Pragnozja. Nieafatyczne zaburzenia mowy powstałe na skutek uszkodzenia struktur mózgowych w półkuli tzw. podległej (zwykle u praworęcznych: prawej).
Pozwolę sobie na schematyczne wyjaśnienie mózgowych mechanizmów odpowiedzialnych z mowę ludzką.

Za nadawanie mowy odpowiedzialny jest ośrodek Broc’a, zlokalizowany w półkuli dominującej. Krótko mówiąc: Kto ma uszkodzony ten ośrodek, nie potrafi się komunikować werbalnie. Nie potrafi zaplanować czynności mówienia, pokierować nią.

Za rozumienie mowy odpowiada ośrodek Wernickego, również zlokalizowany w półkuli dominującej. Kto ma uszkodzenia w tym obszarze, nie rozumie, co do niego mówią. Zwykle “nadaje”, ale to, co mówi, jest niezrozumiałe dla otoczenia.

Tego typu uszkodzenia, zarówno w nadawaniu mowy, jak i w odbiorze, wyraźnie widać.

A co, jeśli uszkodzona została półkula podległa?

Odpowiada ona za tzw. umiejętności miękkie. Empatię, wyczucie sytuacji. Za dostosowanie języka, którym się posługujemy, do osoby i chwili. Za rozumienie związków frazeologicznych, ironii, przycinków i aluzji. Za rozumienie wszystkiego, co w naszej mowie niewerbalne (mimika, gest, postawa ciała…)

Chory z pragnozją nie potrafi wyczuć, co i do kogo może powiedzieć. Nie dostrzeże na twarzy rozmówcy znudzenia, zniechęcenia, zdziwienia. Zdanie typu: “I coś ty narobił?!” zrozumie jako pytanie, na które należy odpowiedzieć.

Jego bliskim jest o tyle trudniej, że zwykle nie rozumieją przyczyny nagłej zmiany. “Po udarze zrobił się inny”, “to już nie ten sam człowiek”, mówią.

Pragnozję można rehabilitować, tak jak różne rodzaje afazji. Kluczowa jednak dla pacjenta i całej jego rodziny jest świadomość problemu i postawienie przez specjalistów właściwego rozpoznania, które skłoni do podjęcia rehabilitacji logopedycznej, być może także psychologicznej.

 

A oto inna, historia, w której pacjent po udarze wychodzi ze szpitala niby zdrowy. No właśnie, niby…

Był udar, ale chory wyszedł z niego obronną rękę. Zastosowano leczenie trombolityczne, skutki udaru w postaci niedowładów i trudności artykulacyjnych minęły po kilku dniach. Logopeda na oddziale szpitalnym dostrzega, że pacjent mówi mało, dlatego poleca odwiedziny w poradni logopedycznej.

-Co Pana do mnie sprowadza? – pytam, kiedy pacjent wchodzi do gabinetu.

Wzrusza ramionami, kładzie mi na biurku dokumenty.

– Kazali, to przyszedłem – mówi.

– Dokumenty chętnie skopiuję i poczytam później, jeśli Pan pozwoli, a teraz chciałabym usłyszeć od Pana, w czym mogę pomóc.

Cisza.

Zadaję pytania pomocnicze:

– Był pan w szpitalu?

– Tak.

– Z jakiego powodu?

Pacjent zerka w dokumenty:

– Zator tętnic – czyta.

– Jak to się stało? Proszę opowiedzieć – zachęcam.

– Próbowałem założyć spodnie i … Do miasta miałem jechać… – mówi.

– Miał pan trudności z założeniem spodni?

– Tak.

– Nie pojechał pan do miasta?

– Pojechałem.

Cisza.

– Czy ma pan po udarze jakieś problemy z mówieniem?

– Nie mam.

Wyjmuję test do badania mowy dla osób z afazją. Pacjent powtarza, nazywa, odpowiada na pytania, poprawnie mówi, jak się nazywa, gdzie mieszka i jaki ma zawód.

– Czy pana bliscy dostrzegają jakąś różnicę w pana zachowaniu po udarze? – pytam.

– Żona mówi, że się zamknąłem – słyszę.

 

Mój pacjent cierpi na afazję dynamiczną. Rozumie mowę, w każdym razie na pewno proste komunikaty. Czy rozumie złożone teksty, tego jeszcze nie wiem. Nie jest jednak w stanie zebrać myśli, ubrać swoich przeżyć w słowa. Ma zaburzenia mowy wewnętrznej, problem z planowaniem własnych wypowiedzi.

Afazję dynamiczną określa się też jako brak napędu do mówienia.

W powierzchownym kontakcie tego nie widać. Proste “Dzień dobry”, “Jak się pan czuje?”, “Jak się pan nazywa?” nie pozostają bez odpowiedzi. Wszystkie schematy językowe są zachowane. To nieraz wystarczy, by zmylić personel medyczny i najbliższych. Wystarczy, by się wydawało, że pacjent nie ma problemów z mówieniem. Co istotne, pacjent zwykle nie ma świadomości swoich problemów.

Tymczasem one istnieją. Bo człowiek nie jest w stanie opowiedzieć, co robił poprzedniego dnia. Nie umie opowiedzieć o swojej żonie. Nie wie, od czego zacząć. W wypowiadanych przez niego zdaniach brakuje istotnych elementów, kóre są koniecznie do rozumienia tego, co chce powiedzieć.

– Jaka jest wada pana żony? – pytam, mrugając porozumiewawczo do siędzącej obok sympatycznej małżonki.

Pacjent w odpowiedzi wykonuje dłonią gest “kłapania paszczą”. Żona się śmieje.

– To nie wada… Albo wada… – mówi.

Nie był w stanie sformułować zdania “Moja żona jest gadatliwa”. Posłużył się gestem i utartym zwrotem.

– Czy ma pan jakieś hobby? – pytam.

– Po udarze już nie gram… – odpowiada po chwili milczenia.

 

Żona podpowiada, że chodzi o tenis stołowy, w którym pacjent zdobywał wcześniej puchary. Sam pacjent nie był w stanie odpowiedzieć adekwatnie na pytanie, czy ma jakieś hobby. Odpowiedział niby na temat, ale gdyby nie żona, nie miałabym szans zgadnąć, jakie to hobby.

 

Czy można to rehabilitować?

Jasne. Ale najważniejsze, by uświadomić najbliższym, że pacjent ma problem. By nie próbowali go wysłać do urzędu w ważnej sprawie. I by żona nie miała poczucia, że już nie mają wspólnych tematów do rozmowy. Bo co innego wiedzieć, że mąż jest chory, a co innego czuć, że nie chce mu się z nami gadać:)